sobota, 13 czerwca 2015

[1] Imposssible

Amy Pov.

   - Amy, kurwa! Wstawaj w końcu!
   Naprawdę współczuję głupoty osobie, która mnie właśnie budzi.
   Starałam się otworzyć oczy, ale po śnie, który trwał tylko 3 godziny, nie jest to takie proste. I po co ci to było Amy? Po co?
   Nadal nie wiem, dlaczego dałam się namówić Maxowi na palenie tego zielska, najgorsze jest to, że nawet nie wiem co mi dali. Zresztą nie mam nic do stracenia z takim życiem. Raz się żyje, nie?
  - Co do cholery? - Po chwili, zobaczyłam kto stoi nade mną i na szczęście była to moja przyjaciółka. - Catlin, o co chodzi? Jest.. - zrobiłam to chwilową przerwę by zerknąć na zegar wiszący na ścianie, który pokazywał godzinę 7:04 - Siódma. Po jakiego chuja mnie budzisz?
Podniosłam się i oparłam się o ścianę, przykładając sobie poduszkę do obolałych pleców. Tutejsze łóżka nie są przeznaczone, chyba dla ludzi.
   Normalne.
   Dziewczyna z nieznajomego powodu była, no nie wiem... Podekscytowana? Pozostało tylko pytanie, Dlaczego? Średnio pamiętam wczorajszy wieczór, ale raczej nie zrobiłabym nic niestosownego. Z resztą, jeśli Catlin jest w takim stanie to znaczy że musiało wydarzyć się coś ważnego.
  - Dobra, a teraz gadaj co się dzieje. Bo mam zamiar iść jeszcze spać, przynajmniej jeszcze te pół godziny. - po wczorajszym wieczorze nie jestem zbyt wypoczęta, i jak każdy człowiek, potrzebuję snu.
Z resztą strażnicy i tak przyjdą dopiero około, za godzinę. Budzą nas zwykłym krzykiem i oczekują że za pięć minut mamy być gotowi przed łóżkami. Zawsze jestem ostatnia, za co oczywiście dostaje ochrzan.
  - No więc, doszły mnie słuchy - zrobiła w tym momencie cudzysłów, zawsze to robi gdy to mówi - że mają nam przysłać jakiś nowych...
  - I co w tym takiego ważnego, że nie mogłaś poczekać z tym do rana? Przepraszam, bo nie rozumiem. - Ziewnęłam, na co Catlin popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
    W pokoju nagle zapaliło się światło, a do pomieszczenia wparowali strażnicy. Zza nich wyszła jedna z naszych współlokatorek, Cara. Coś najwidoczniej musiało się stać, ponieważ bez powodu nie miałaby popuchniętych oczu.
Płakała?
Nawet nie zauważyłam kajdanek na jej rękach. 
Czyli uciekła.
Wepchnęli ją do środka, a jeden z czarnoskórych ochroniarzy rozkuł jej kajdanki. 
  -Dobra, dziewczęta! Wstawać, ścielić łóżka i w szeregu! - Krzyknęła kobieta w granatowo-szarym mundurze, a jej głos przypominał mi ryk dinozaura. Nie wnikajcie w moją wyobraźnię.
    Podniosłam się z łóżka, a moje plecy dały się we znaki. Złapałam za kołdrę i zaczęłam ścielić, poprawiłam białą, a raczej już szarą poduszkę, a kołdrę ułożyłam obok. Wolnym krokiem podeszłam do szeregu, i stanęłam obok Catlin.
  - Dziś rano jedna z waszych koleżanek próbowała ucieczki, niestety nie przemyślała dobrze swojego planu i została przyłapana. Jak się domyślacie, dostała karę - strażnik popatrzył w kierunku Cary -  i mam nadzieję że więcej tego nie zrobi. - powolnym krokiem zaczął chodzić po pokoju i patrzył w oczy każdej dziewczynie, gdy zatrzymał się na mnie i uśmiechnął się lekko, co mnie przeraziło - Wam także tego nie życzę.
Strażnik odszedł do swojej ''grupy'' a kobieta oznajmiła - No już rozejść się! - razem z innymi wyszła z naszego pokoju.
Gdy tylko kątem oka zobaczyłam że drzwi się zamykają, odetchnęłam i razem z przyjaciółką udałyśmy się w kierunku jej łóżka.
  - No, teraz możesz dokończyć. - zaczęłam gdy ja usiadłam po turecku i zaczęłam jej się przyglądać. Miała śliczne długie i proste, brązowe włosy, a jej oczy lśniły z ekscytacji.
  - Więc, tak jak mówiłam wcześniej, podobno ktoś nowy ma do nas dołączyć i..
  - Czekaj, czekaj, a ty skąd możesz to wiedzieć..? - musiałam jej przerwać ponieważ to pytanie, nęciło mnie od początku naszej rozmowy. Przecież musiał jej to ktoś powiedzieć..
  - Plotki, plotki... Jak to mówią ściany mają uszy, nie? - zaczęła przyglądać się swoim paznokciom, pomalowanym na czarno. - No więc...chodzi o Mike'a.. - kiwnęłam głową, by kontynuowała - On razem z Bieber'em podobno napadli na ten bank, na Harold Way...  - że co, proszę? - i podobno, dali im tu 2 lata.
   Niemożliwe.
   To nie może być mój Mike.
   Ona się myli, na pewno się myli.
Tylko te myśli, chodziły mi po głowie, w tym momencie.
  - A-a-ale jak? Nie.. - pokręciłam stanowczo głową, przecież to jest nie możliwe. Mój brat nie byłby do tego zdolny - nie, nie. To nie jest możliwe. Pewnie coś ci się przesłyszało. Nie wiem, ktoś pewnie coś przekręcił.
    Wstałam i zaczęłam z nerwów chodzić po pokoju.
    Wiedziałam.
    Wiedziałam, że gdy go zostawię będzie inaczej. Ale gdzieś tam w głębi wiedziałam, że beze mnie także da sobie radę. Zawsze, ja musiałam się nim opiekować a  rodzice mieli nas głęboko w dupie. Nie potrzebie wciągałam go w to gówno. Jeszcze ten Bieber. Nigdy go nie lubiłam, wiedziałam że gdy tylko zacznę z nim rozmowę, wciągnie mnie w coś, z czego nie będę mogła się wydostać.
   Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy słona ciecz zaczęła spływać mi po moich policzkach.
  - Hej, hej, hej! Spokojnie.. Sssh.. Już cichutko... - nie zauważyłam kiedy Catlin, podbiegła do mnie i pozwoliła mi wypłakać się w jej ramię.
  - Ośliniłam ci ramię.. - zaśmiałam się lekko i odsunęłam się od niej, po czym posłała mi przyjemny uśmiech.
  - To nic.. Wiesz co? Przebierz się i chodźmy na śniadanie, okej? - kiwnęłam głową, wzięłam rzeczy i skierowałam się w stronę łazienki.

~  .  ~

  - Więc.. Wiesz może kiedy mają przyjechać?
Stałyśmy akurat w kolejce po jedzenie, kiedy musiałam zadać to pytanie. W pewnym sensie cieszę się że w końcu zobaczę mojego brata, ale nie w tak okropnym miejscu jak to.
  - Kto? - Odwróciła się do mnie, najwyraźniej nie wiedziała o co mi chodzi, a ja bardzo nie chciałam tego mówić. Przełknęłam ślinę.
  - Mike. Przecież wiesz. - kolejka przesunęła się o jedno miejsce.
  - Przepraszam. Nie mam pojęcia dokładnie, chyba... - nie zdążyła dokończyć, gdy ktoś na nas wpadł, tak mocno, że Catlin upadła na podłogę. Co jest kurwa? Podałam jej rękę by pomóc jej wstać. Gdy już to zrobiła, otrzepała się z kurzu.
  - Poczekaj chwilę. - Wyszłam trochę dalej, gdy zobaczyłam bijących się chłopców na podłodze, a za nimi jeden z ochroniarzy, próbujący odciągnąć tę dwójkę od siebie. Jeden z nich strasznie mi kogoś przypominał.
  - Hej! Wracaj do kolejki! - krzyknął gruby strażnik, patrząc akurat na mnie. Odsunęłam się dalej, ale coś kazało mi się odwrócić. Nie mam pojęcia co to mogło być.
Zrobiłam to.
Odwróciłam się.
Nie..
  - Mike?! To ty?!
  
~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~
takie małe, lekkie opóźnienie z rozdziałem.
Troszkę krótki, ale to dlatego że nie miałam na początku weny, a teraz mam jej mnóstwo, ale nie chcę też by wszystko działo się.. no wiecie.. za szybko? Może inne rozdziały będą dłuższe.
A, właśnie. Mike dziś pojawi się w BOCHATERACH.
Rozdziały będą pewnie dodawane w weekendy. Ale nie martwcie się jeśli się spóźnię z rozdziałem.
Cieszę się też strasznie, że tyle was jest! Prawie 1000! 
I bardzo bym was prosiła o komentarze. 
Wiem, pewnie i tak nie skomentujecie, ale prosiłabym was by każdy kto przeczytał ten rozdział napisał opinię na jego temat. 
No wiecie o co mi chodzi.
Do zobaczenia..?
Łapcie Catlin ;*

 


2 komentarze: