środa, 29 lipca 2015

[3] Yes, I know...

Drogi pamiętniku!  08.07.2015
    Minęły trzy dni.
Trzy dni, od kiedy odbyłam rozmowę z bratem.
Gdy tylko chcę podejść do niego, on po prostu odchodzi,
unika mnie. Czasami wymieniamy, krótkie spojrzenia
na stołówce, ale on szybko odwraca wzrok.
Znów, nie wiem co mam robić..
Gdyby tylko..

    Drzwi od łazienki, w tym momencie się otworzyły, i wyszła z nich moja przyjaciółka Catlin. Spojrzała raz na mnie, potem na pamiętnik, który trzymałam na kolanach i wywróciła oczami.
 Według niej, pisanie pamiętnika, jest dziecinne i totalną głupotą. Dla mnie ten zeszyt jest czymś więcej niż zwykłym zbiorem wydarzeń, z mojego dnia. Mogę tam zapisać moje myśli, to tak, jakbym się komuś zwierzała. To takie oderwanie od rzeczywistości, choć na krótką chwilę. Piszę go od dwóch lat, kiedy dostałam go od mojej byłej przyjaciółki na szesnaste urodziny. W ten sam dzień, doszło do kłótni moich rodziców i to właśnie wtedy postanowiłam napisać o tym co czuję, w takich sytuacjach.
Chronię go jak oka w głowie i gdyby nie to, że jeden ze strażników nie pozwolił by mi go zatrzymać, już dawno wylądował by w śmietniku, co gorsza ktoś by go przeczytał i wyśmiał moje myśli. Nie wiem jak bym wytrzymała.
    - Znów piszesz w pamiętniku? - Nie odpowiedziałam, westchnęłam tylko i włożyłam go pod poduszkę.
  - Posłuchaj...   - usiadła obok mnie i złączyła nasze dłonie - przestań o tym myśleć, widzę jak się zadręczasz tą całą, chorą sytuacją. Musisz w końcu zrozumieć, że to nie twoja wina. Spróbuj z nim porozmawiać na spokojnie.. - Nie wytrzymałam, czy ona naprawdę sądzi że wystarczy jedynie porozmawiać?
   - Ty naprawdę myślisz, że nie próbowałam?! Gdy tylko do niego podchodziłam by zacząć rozmowę, on tak zwyczajnie odchodził i miał mnie głęboko w dupie! Ja już naprawdę mam tego, wszystkiego dosyć. Tych całych kłótni, nerwów i..  - łza pociekła mi po policzku i zostawiła mokry ślad, dopiero wtedy zobaczyłam jak bardzo nakrzyczałam na przyjaciółkę - tak bardzo chciałam by to wszystko się w końcu ułożyło. Tak bardzo chciałabym się tym nie zadręczać i.. przepraszam. Nie chciałam na ciebie nakrzyczeć. - Nie bardzo wiedziałam, co jeszcze powiedzieć, więc nie wahając się dłużej, przybliżyłam się do brunetki i przytuliłam ją, kryjąc głowę w zagłębieniu jej szyi, co oczywiście odwzajemniła.
   Gdybym nie znała jej przeszłości, nigdy nie sądziłabym że zdolna jest do przestępstw czy kradzieży, a nawet do zabójstw.
   - Już dobrze, zresztą sama wiem, co musisz teraz czuć.. - puściła mnie i usadowiła się wygodniej na łóżku - nigdy z tobą o tym nie rozmawiałam, ponieważ nie miałam w sobie na tyle odwagi. - Westchnęła. Nie rozumiałam o co może jej chodzić, zazwyczaj sama omijała takie tematy, teraz już wiem dlaczego.
Ale ostanie słowa, wbiły mi się w pamięć; ...ponieważ nie miałam w sobie na tyle odwagi.
Zanim dokładnie zastanowiłam się nad sensem tych słów, brunetka zaczęła mówić dalej: - Nie pamiętam, nawet kiedy ostatni raz o tym, z kimś rozmawiałam. Więc, gdy miałam 12 lat umarła moja roczna siostra Maya..
Że co proszę? 
Siostra?
   - Pewnej nocy, dostała  bardzo mocnego kaszlu i wysoką gorączkę. Rodzice nie wiedzieli co robić, więc matka zadzwoniła po pogotowie, przypisali kilka niezbędnych leków i odjechali. Na pierwszy rzut oka nic poważnego, dostała syrop i poszła spać.. - przeczesała ręką włosy - a następnego ranka już się nie obudziła.
O boże..
   Nie wiedziałam co powiedzieć, nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa. Nie wiedziałam nawet że moja przyjaciółka miała siostrę. Zrobiło mi się głupio że tak na nią nakrzyczałam, nie myśląc nawet o tym co ona musi czuć.
   - Nikt kompletnie nie wiedział co się stało, rodzice się załamali, szczególnie ojciec. Wieczorem, jeśli dobrze pamiętam, pojechaliśmy do szpitala a on odnalazł lekarza, który dzień wcześniej badał jego córkę. Zaczęło się od rozmowy, gdy tacie puściły nerwy, jego ręka spotkała się z jego policzkiem. Dalej wiem tylko że zaczęła się bójka, ochroniarze chcieli go odciągnąć, ale wpadł w furię. Rozwalał i bił wszystko co stanęło mu na drodze.
   - Razem z mamą stałyśmy z boku, przyglądając się temu wszystkiemu. Mimo że stało się to bardzo dawno, nadal to pamiętam, ten gniew w jego oczach a chwilę potem zabrała go ochrona - parsknęła śmiechem - dostał 3 lata więzienia.
   - Matka się załamała, dosłownie. W domu było brudno a na podłogach nawet walały się już puste butelki po piwie, nie dbała o nic. Zapomniała chyba nawet o moim istnieniu, mogłam głodować, a ona i tak przejmowała się tylko tym by mieć wystarczającą ilość papierosów w ręce.
   - Po dwóch miesiącach, postanowiłam że nie będę dłużej tego ciągnąć i po prostu wzięłam torbę i wyszłam. - Wspomnienia z tamtej nocy uderzyły w nią, z podwojoną siłą.

    Chłodny wrześniowy wiatr rozwiał włosy 13 letniej dziewczynki, która błąkała się sama nocą, ulicami niebezpiecznego nocą Hollywood. W ręce trzymała jedynie czarną, sportową torbę z ubraniami, która jako jedyna jej pozostała. 
Nie zamierzała wracać, choćby miała spać na ławce, nie miała zamiaru się poddać. Starała się nie zwracać uwagi na dwuznaczne spojrzenia starych mężczyzn stojących pod murem. 
    Szła przed siebie patrząc na czubki swoich butów, które co klika sekund kopały jakiś mały kamień stający jej na drodze. Nawet nie zauważyła, gdy zderzyła się z innym człowiekiem, miała zamiar odwrócić się i przeprosić, ale pewien ochrypły, męski głos jej przerwał;
   - Gdzie się tak śpieszysz dziecinko? - złapał ją za ramię, ale Catlin nie miała w sobie tak wiele siły by się wyrwać i uciec, gdy została odwrócona postanowiła jednak popatrzeć na osobę która nie ma nic lepszego do roboty, tylko zaczepianie niewinnych dziewczynek. Jednak ku jej zdziwieniu, nie zastała tam starego zboczeńca, tylko młodego chłopaka, wyglądającego na około 18 lat, chociaż strach nadal jej nie opuścił. 
   - Co cię to obchodzi? - Szarpnęła mocniej ręką, tym razem jej się to udało. Poprawiła rozwiane jej włosy na twarzy i odwróciła się na pięcie, gdy już miała zamiar odejść, znów poczuła rękę na ramieniu, tym razem uścisk nie był tak mocny jak wcześniej. Odwróciła się, nawet nie wiedziała dlaczego, jeszcze kilka sekund temu chciała od niego uciec. 
   - Radzę ci dziewczynko, wracaj do łóżeczka i idź spać, ponieważ o tej godzinie, w tym mieście, nie jest tak fajnie jak ci się wydaje. - Wyciągnął jednego papierosa z niebieskiej paczki, którą trzymał w kieszeni bluzy, wsadził go między wargi i zapalniczką podpalił końcówkę. Zaciągnął się i dmuchnął dymem prosto w twarz trzynastolatki, która z całych sił starała się nie kaszlnąć.
  Choć w domu dym z papierosów to była norma, to Catlin  nienawidziła go i nie potrafiła się przyzwyczaić. 
   - Masz szczęście że trafiłaś akurat na mnie, a nie na jednego z tych starych zboczeńców, którzy tylko czekają by wydymać takie dziewczynki jak ty. - Popatrzył w stronę kilku pijanych facetów pod murem trzymających w rękach butelki od piwa -  Uwierz mi, nie pierwszy raz widzę takie buntowniczki, które są zbyt dumne i nie przyznają się błędu rodzicom i wolą uciec, choć i tak za kilka godzin wracają bo brak im ulubionego pluszaka i ciepłego łóżeczka. - Zaśmiał się i zaciągnął się papierosem ostatni raz, po czym rzucił go na chodnik i przygniótł czubkiem buta. Nie brał na poważnie ucieczki dziewczyny, choć sam w środku dziwił się że trzynastolatka jeszcze przy nim stoi, choć zaledwie kilka minut temu chciała od niego uciec. 
   - Słuchaj, mam w dupie to, co ty widziałeś a czego nie, a twoje słowa nie zmienią tego że wrócę do domu. Tylko że wiesz, u mnie akurat nie czeka ciepłe łóżeczko, tylko pijana matka, mająca w dupie mnie i to co się wokół niej dzieje. Zresztą, po co ja ci to mówię?! - Choć tak naprawdę bardzo potrzebowała osoby, której będzie mogła oprzeć się na ramieniu i wypłakać, której będzie mogła się zwierzyć, odsuwała od siebie ludzi, którzy sprawiali wrażenie pomocnych i miłych. Odwróciła się i poczuła łzę, spływającą jej po rozgrzanym policzku. Myślała, że nieznajomy po prostu odejdzie i zapomni o zaistniałej situacji, ale gdy usłyszała słowa, które wymamrotał chłopak, mając nadzieję że nie usłyszy, kolejna łza popłynęła. 
  - Wiem co czujesz.. 
   Zamarła. Nie wiedziała co powiedzieć. Spodziewała się prawie wszystkiego, ale nie takich słów.
  -  Nie, nie wiesz. - Wymamrotała, nadal stojąc tyłem do chłopaka, nie sądziła że ktoś także wie jak to jest żyć w strachu, czy następnego dnia twoja matka nie uderzy cię butelką lub czy będziesz mieć co jeść. 
  - Tak, wiem. Sam uciekłem z domu i do tej pory tego żałuję. Dlatego już wiesz czemu odradzałem ci tą całą ucieczkę z domu, ale zakładam że nie masz zamiaru tam wracać. Nie dziwię ci się. Masz w ogóle gdzie pójść? - W pewnym sensie martwił się o nastolatkę, ponieważ jako młodsza od niego nie miała wiele szans na przeżycie w takim miejscu Hollywood nocą. Niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku, a taka dziewczynka jak ona nie poradziła by sobie z nim. Chciał jej pomóc. Nawet bardziej niż sądził.
  - Nie mam nikogo. -Gdzieś w środku miała nadzieję że chłopak okaże się pomocny i zaoferuje jej choćby miejsce do przenocowania, ale wiedziała że to nie możliwe. 
  - P-p-pomogę ci.


Ogólnie przepraszam za błędy, rozdział nie sprawdzony. 
Tak, wiem..
Rozdziału nie było około miesiąc, ale każdy ma swoje życie.. Tak?
Są wakacje, obozy.. Ale jest rozdział! ^.^
Może kolejny będzie szybciej.
SPAM?!!
Jaki spam?
Nie tu, tylko w zakładce Spam! Ludzie błagam!
Piszcie tam, a nawet gdy mi się spodoba dam linka do polecanych ;)
Skomentuj, napisz co sądzisz i czy chcesz dalej tego bloga bo.. To troszkę bez sensu pisać jeśli nikt go nie czyta. Proszę skomentuj skarbie <3  
Jestem też na instagramie.  --> ore0.x  <--