poniedziałek, 22 czerwca 2015

[2] It's true..?

  - Nie wierzę.. - zaczęłam gdy byliśmy już w pokoju. Mike siedział na łóżku, z rękoma założonymi na głowę, a ja chodziłam po pokoju, nie mogąc zrozumieć co właśnie się tutaj wydarzyło. - nie wierzę, jak mogłeś zrobić coś tak głupiego, że wsadzili cię aż tutaj.. Nie, nie ja po prostu..
  - To twoja siostra? Wygląda bardzo seksownie, gdy się złości i nie jest nawet podobna do ciebie.. - zobaczyłam jak Justin mówi coś do ucha mojego brata. 
  - Zamknij się Bieber, to wszystko pewnie twoja wina! - Zwróciłam się tym razem do niego, kierując w się w ich kierunku, kiedy chłopak wstał z łóżka i stanął przede mną, tak blisko że nasze twarze dzieliło około dziesięć centymetrów. 
   Szatyn był wyższy ode mnie o kilka centymetrów, więc mógł patrzeć na mnie z góry, co mogło mu dawać satysfakcję. Jak taki ideał chłopaka, mógł mieć taką okropną przeszłość? Bardziej nadawałby się na modela niż na seryjnego bandytę, czy mordercę. Piękna, czysta cera, bez żadnej skazy, brązowe tęczówki w których można by było utonąć. I te usta, które co chwilę oblizywał językiem..  
Jedynie te tatuaże.. Gdyby nie one, nigdy choć trochę, nie podejrzewałabym go o takie rzeczy. 
  - Słuchaj skarbie. Może ci się wydawać, że twój braciszek jest takim aniołkiem, o jakim sądzisz.. Ale - zrobił tu chwilową przerwę by, pokręcić głową - Nie. 
Przeczesał swoje idealne włosy, ręką i mówił dalej - Pewnie cię zaskoczę, ale ten napad na bank, to nie był mój pomysł.. Nie.. To był pomysł Mike'a. 
   Odwróciliśmy się w jego kierunku, gdy on podniósł głowę, słysząc swoje imię. W tym momencie, nie wiedziałam po prostu, co powinnam powiedzieć. Nie wiedziałam jak powinnam zareagować. Tego już było za wiele. 
  - Kłamiesz. -  Poparzyłam w jego oczy, starając się z całej siły, nie rozpłakać. Nie codziennie dowiadujesz się że, twój młodszy brat, którego musiałaś zostawić samego na tym okrutnym świecie, ponieważ ciebie zabierają do poprawczka, a do tego jeszcze on sam tu trafia za napad na bank. 
Świetne, prawda?
  - Oj kochanie.. Jeśli mi nie wierzysz, zapytaj swojego braciszka. On ci powie prawdę.
Podeszłam do Mike, siadając obok niego przy tym. Znów nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić, jak zacząć. Mam na niego nakrzyczeć? Sama nie jestem lepsza. 
Niby starsze rodzeństwo ma dawać przykład. A ja co? Sama trafiłam tu pierwsza. 
  - Mike.. Czy to prawda..? - Tyle udało mi się wyjąkać, przy takim stresie, który mi towarzyszył.
Bałam się. Bałam się tego co mi powie. Bałam się, że mój mały braciszek stał się bandytą. I bierze przykład tylko z jednej osoby. 
Ze mnie.
On tylko podniósł głowę i wpatrywał się w okno, zabite kratami. Ignorował mnie.
  - Odpowiedz mi! - Musiałam podnieść głos, nie wytrzymałam. Dobrze wiedział że nie odpuszczę, więc czemu nie chciał mi powiedzieć..?
W końcu popatrzył na mnie, a gdy tylko napotkałam jego oczy, już wszytko wiedziałam.
Ból, smutek, rozpacz, samotność. 
A to wszystko, tylko moja wina. Gdybym tylko go nie zostawiła, gdybym nie myślała tylko o sobie. Wszystko było by lepiej. 
  - A jak myślisz?! Tak, to był mój pomysł, - wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju, co chwilę krzycząc na mnie - tylko i wyłącznie mój. Justin mi jedynie pomagał. Gdy cię zabrali, zostałem w domu sam. Sam, rozumiesz to? Sam z pijanym ojcem, który gdy wracał od kumpli, bił mnie i matkę. - stanął na przeciwko mnie i podciągnął, rozciągnięty rękaw już starej bluzy i pokazał mi coś, co zostanie mi w pamięci do końca życia. Coś, przez co po moim policzku spłynęła jedna łza. - Gdy tylko matka, zapomniała mu kupić piwa, przychodząc ze sklepu, gasił swoje wstrętne papierosy na naszych rękach. Tak to są blizny. O popatrz - wskazał palcem na jedną z nich - ta była pierwsza. Nidy nie zapomnę tego bólu. A wiesz co było najgorsze? Że ciebie tam nie było, zawsze gdy ojciec chciał mi coś zrobić, stałaś w mojej obronie. Nie bałaś się, a ja? Ja nigdy nie miałem tyle odwagi co ty. Nigdy nie miałem, tyle odwagi by mu się sprzeciwić.. - Oparł się o ścianę przyglądając się swoim butom. 
   Wiedziałam, że gdy mnie zabiorą, mój brat zostanie sam. Ale miałam nadzieję że sobie poradzi. 
   Nie miałam racji. 
   Nigdy nie sądziłam, że zgotowałam mu taki koszmar. Odwróciłam głowę, by kolejne łzy mogły polecieć.
   - Pewnego dnia, po prostu miałem dosyć. Postanowiłem uciec z tego piekła, gdy ojciec, wyszedł po piwo, zabrałem torbę ze swoimi rzeczami i wyszedłem. Błąkałem się po ulicach Hollywood, przez prawie całą noc, gdy natrafiłem na Justina, powiedziałem mu że potrzebuję noclegu, na jedną noc. I tak to poszło. Narkotyki, pieniądze. Wszystko było pod dostatkiem, do czasu. W pewnym momencie, bardzo potrzebowaliśmy pieniędzy, więc wpadłem na pomysł by włamać się do banku na Harold Way. Nie jest to duży bank, i nikt nie podejrzewał że będzie wokół tego tyle zamieszania. Okazało się że mają lepsze zabezpieczenie niż myśleliśmy. - Podszedł do mnie powoli a uśmiech wkradł się na jego twarz. - Coś jeszcze? To i tak tylko część tego co mnie spotkało pod twoją nieobecność.
  - Nie. - Odparłam. Nie wytrzymałam, musiałam stamtąd wyjść. Wstałam z łóżka i zaczęłam się kierować w stronę drzwi, wymijając przy tym kilku chłopaków, wchodzących do pokoju.

    Nie poznawałam już swojego brata. Nie wiedziałam już co mam robić.


~

  Weszłam do mojego pokoju, widząc moją przyjaciółkę siedzącą na łóżku. Podeszłam do niej, siadając obok, po turecku. Nie zdążyłam nawet się przywitać, kiedy zaczęła:
  - I jak poszło..? - Widać było ten błysk w jej oczach, jak widać miała nadzieję że, jestem szczęśliwa że w końcu zobaczyłam, się ze swoim bratem, co w pewnej części było prawdą, ale nie wiedziała o rozmowie, którą z nim przeprowadziłam.
   Którą zapamiętam na zawsze.
  - Można powiedzieć że.. Że dowiedziałam się rzeczy, o których nawet mi się nie śniło. - Nie miałam zamiaru jej okłamywać, ale nie byłam do końca pewna czy powiedzieć jej o wszystkim. W końcu nie wiedziała o wydarzeniach w moim domu. Nie wiedziałam czy mogę jej tak bardzo zaufać.
  - Chodzi o Mike'a? Prawda? - Pokiwałam głową, gdy po moim rozgrzanym policzku spłynęła kolejna łza.

~   .   ~   .   ~


No więc, troszkę się spóźniłam z rozdziałem, ale szczerze mówiąc, napisałam go w sobotę, a w następne dni nie miałam możliwości go dodania, dopiero dziś, w poniedziałek.
Mam nadzieję że jesteście zadowoleni. Teraz trochę o przeszłości Mike'a i jego siostry.
Jeśli macie jakieś pomysły, to piszcie chętnie w komentarzach, może napiszę w kolejnych rozdziałach o tym, jeśli mi się spodoba.
Nie wiem, napiszcie opinię, to co napisałam na górze no i..
Do zobaczenia za tydzień, lub wcześniej.
W tym tygodniu koniec szkoły! Cieszcie się!
Kocham was!


sobota, 13 czerwca 2015

[1] Imposssible

Amy Pov.

   - Amy, kurwa! Wstawaj w końcu!
   Naprawdę współczuję głupoty osobie, która mnie właśnie budzi.
   Starałam się otworzyć oczy, ale po śnie, który trwał tylko 3 godziny, nie jest to takie proste. I po co ci to było Amy? Po co?
   Nadal nie wiem, dlaczego dałam się namówić Maxowi na palenie tego zielska, najgorsze jest to, że nawet nie wiem co mi dali. Zresztą nie mam nic do stracenia z takim życiem. Raz się żyje, nie?
  - Co do cholery? - Po chwili, zobaczyłam kto stoi nade mną i na szczęście była to moja przyjaciółka. - Catlin, o co chodzi? Jest.. - zrobiłam to chwilową przerwę by zerknąć na zegar wiszący na ścianie, który pokazywał godzinę 7:04 - Siódma. Po jakiego chuja mnie budzisz?
Podniosłam się i oparłam się o ścianę, przykładając sobie poduszkę do obolałych pleców. Tutejsze łóżka nie są przeznaczone, chyba dla ludzi.
   Normalne.
   Dziewczyna z nieznajomego powodu była, no nie wiem... Podekscytowana? Pozostało tylko pytanie, Dlaczego? Średnio pamiętam wczorajszy wieczór, ale raczej nie zrobiłabym nic niestosownego. Z resztą, jeśli Catlin jest w takim stanie to znaczy że musiało wydarzyć się coś ważnego.
  - Dobra, a teraz gadaj co się dzieje. Bo mam zamiar iść jeszcze spać, przynajmniej jeszcze te pół godziny. - po wczorajszym wieczorze nie jestem zbyt wypoczęta, i jak każdy człowiek, potrzebuję snu.
Z resztą strażnicy i tak przyjdą dopiero około, za godzinę. Budzą nas zwykłym krzykiem i oczekują że za pięć minut mamy być gotowi przed łóżkami. Zawsze jestem ostatnia, za co oczywiście dostaje ochrzan.
  - No więc, doszły mnie słuchy - zrobiła w tym momencie cudzysłów, zawsze to robi gdy to mówi - że mają nam przysłać jakiś nowych...
  - I co w tym takiego ważnego, że nie mogłaś poczekać z tym do rana? Przepraszam, bo nie rozumiem. - Ziewnęłam, na co Catlin popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
    W pokoju nagle zapaliło się światło, a do pomieszczenia wparowali strażnicy. Zza nich wyszła jedna z naszych współlokatorek, Cara. Coś najwidoczniej musiało się stać, ponieważ bez powodu nie miałaby popuchniętych oczu.
Płakała?
Nawet nie zauważyłam kajdanek na jej rękach. 
Czyli uciekła.
Wepchnęli ją do środka, a jeden z czarnoskórych ochroniarzy rozkuł jej kajdanki. 
  -Dobra, dziewczęta! Wstawać, ścielić łóżka i w szeregu! - Krzyknęła kobieta w granatowo-szarym mundurze, a jej głos przypominał mi ryk dinozaura. Nie wnikajcie w moją wyobraźnię.
    Podniosłam się z łóżka, a moje plecy dały się we znaki. Złapałam za kołdrę i zaczęłam ścielić, poprawiłam białą, a raczej już szarą poduszkę, a kołdrę ułożyłam obok. Wolnym krokiem podeszłam do szeregu, i stanęłam obok Catlin.
  - Dziś rano jedna z waszych koleżanek próbowała ucieczki, niestety nie przemyślała dobrze swojego planu i została przyłapana. Jak się domyślacie, dostała karę - strażnik popatrzył w kierunku Cary -  i mam nadzieję że więcej tego nie zrobi. - powolnym krokiem zaczął chodzić po pokoju i patrzył w oczy każdej dziewczynie, gdy zatrzymał się na mnie i uśmiechnął się lekko, co mnie przeraziło - Wam także tego nie życzę.
Strażnik odszedł do swojej ''grupy'' a kobieta oznajmiła - No już rozejść się! - razem z innymi wyszła z naszego pokoju.
Gdy tylko kątem oka zobaczyłam że drzwi się zamykają, odetchnęłam i razem z przyjaciółką udałyśmy się w kierunku jej łóżka.
  - No, teraz możesz dokończyć. - zaczęłam gdy ja usiadłam po turecku i zaczęłam jej się przyglądać. Miała śliczne długie i proste, brązowe włosy, a jej oczy lśniły z ekscytacji.
  - Więc, tak jak mówiłam wcześniej, podobno ktoś nowy ma do nas dołączyć i..
  - Czekaj, czekaj, a ty skąd możesz to wiedzieć..? - musiałam jej przerwać ponieważ to pytanie, nęciło mnie od początku naszej rozmowy. Przecież musiał jej to ktoś powiedzieć..
  - Plotki, plotki... Jak to mówią ściany mają uszy, nie? - zaczęła przyglądać się swoim paznokciom, pomalowanym na czarno. - No więc...chodzi o Mike'a.. - kiwnęłam głową, by kontynuowała - On razem z Bieber'em podobno napadli na ten bank, na Harold Way...  - że co, proszę? - i podobno, dali im tu 2 lata.
   Niemożliwe.
   To nie może być mój Mike.
   Ona się myli, na pewno się myli.
Tylko te myśli, chodziły mi po głowie, w tym momencie.
  - A-a-ale jak? Nie.. - pokręciłam stanowczo głową, przecież to jest nie możliwe. Mój brat nie byłby do tego zdolny - nie, nie. To nie jest możliwe. Pewnie coś ci się przesłyszało. Nie wiem, ktoś pewnie coś przekręcił.
    Wstałam i zaczęłam z nerwów chodzić po pokoju.
    Wiedziałam.
    Wiedziałam, że gdy go zostawię będzie inaczej. Ale gdzieś tam w głębi wiedziałam, że beze mnie także da sobie radę. Zawsze, ja musiałam się nim opiekować a  rodzice mieli nas głęboko w dupie. Nie potrzebie wciągałam go w to gówno. Jeszcze ten Bieber. Nigdy go nie lubiłam, wiedziałam że gdy tylko zacznę z nim rozmowę, wciągnie mnie w coś, z czego nie będę mogła się wydostać.
   Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy słona ciecz zaczęła spływać mi po moich policzkach.
  - Hej, hej, hej! Spokojnie.. Sssh.. Już cichutko... - nie zauważyłam kiedy Catlin, podbiegła do mnie i pozwoliła mi wypłakać się w jej ramię.
  - Ośliniłam ci ramię.. - zaśmiałam się lekko i odsunęłam się od niej, po czym posłała mi przyjemny uśmiech.
  - To nic.. Wiesz co? Przebierz się i chodźmy na śniadanie, okej? - kiwnęłam głową, wzięłam rzeczy i skierowałam się w stronę łazienki.

~  .  ~

  - Więc.. Wiesz może kiedy mają przyjechać?
Stałyśmy akurat w kolejce po jedzenie, kiedy musiałam zadać to pytanie. W pewnym sensie cieszę się że w końcu zobaczę mojego brata, ale nie w tak okropnym miejscu jak to.
  - Kto? - Odwróciła się do mnie, najwyraźniej nie wiedziała o co mi chodzi, a ja bardzo nie chciałam tego mówić. Przełknęłam ślinę.
  - Mike. Przecież wiesz. - kolejka przesunęła się o jedno miejsce.
  - Przepraszam. Nie mam pojęcia dokładnie, chyba... - nie zdążyła dokończyć, gdy ktoś na nas wpadł, tak mocno, że Catlin upadła na podłogę. Co jest kurwa? Podałam jej rękę by pomóc jej wstać. Gdy już to zrobiła, otrzepała się z kurzu.
  - Poczekaj chwilę. - Wyszłam trochę dalej, gdy zobaczyłam bijących się chłopców na podłodze, a za nimi jeden z ochroniarzy, próbujący odciągnąć tę dwójkę od siebie. Jeden z nich strasznie mi kogoś przypominał.
  - Hej! Wracaj do kolejki! - krzyknął gruby strażnik, patrząc akurat na mnie. Odsunęłam się dalej, ale coś kazało mi się odwrócić. Nie mam pojęcia co to mogło być.
Zrobiłam to.
Odwróciłam się.
Nie..
  - Mike?! To ty?!
  
~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~
takie małe, lekkie opóźnienie z rozdziałem.
Troszkę krótki, ale to dlatego że nie miałam na początku weny, a teraz mam jej mnóstwo, ale nie chcę też by wszystko działo się.. no wiecie.. za szybko? Może inne rozdziały będą dłuższe.
A, właśnie. Mike dziś pojawi się w BOCHATERACH.
Rozdziały będą pewnie dodawane w weekendy. Ale nie martwcie się jeśli się spóźnię z rozdziałem.
Cieszę się też strasznie, że tyle was jest! Prawie 1000! 
I bardzo bym was prosiła o komentarze. 
Wiem, pewnie i tak nie skomentujecie, ale prosiłabym was by każdy kto przeczytał ten rozdział napisał opinię na jego temat. 
No wiecie o co mi chodzi.
Do zobaczenia..?
Łapcie Catlin ;*

 


sobota, 6 czerwca 2015

Prolog

 Drogi pamiętniku.   5.07.2015
Dawno tu nie pisałam.
Ale to dlatego że działo się ostatnio wiele rzeczy.
Rzeczy, które nie powinny się wydarzyć.
Jedną z nich jest właśnie to, że zmieniłam miejsce zamieszkania.
Z miękkiego łóżka w domu, na twarde, w miejscu z kratami w oknach. 
Z dobrego śniadania, na stołówkowe żarcie.
Nigdy nie sądziłam że jeden wybór może tak wiele zmienić.
Mam 17 lat i gdyby nie to że jestem nie pełnoletnia, siedziałabym właśnie w zimnej celi.
Ale nie. Jestem w zakładzie poprawczym.
Gdy mnie wypuszczą, zemszczę się.
Zniszczę ich życie, tak jak oni zniszczyli moje.
Do zobaczenia Bree.
Karma jest suką. 
Pamiętaj.



Hejka!
To już jest moje drugie opowiadanie z Justinem. 
A to jest prolog, całego opowiadania, które wymyśliłam dziś w szkole.
Postaram się rozdziały dodawać regularnie, chociaż jak wiem, może się to nie udać..
Jeszcze nie czytałam ff o takiej fabule więc, mam nadzieję że będzie ciekawie.
Tak na wstępie, to opowiadanie będzie o dziewczynie w zakładzie poprawczym.
No więc, to raczej tyle na teraz.